Kopiowanie i rozpowszechnianie fotografii i tekstów bez zgody autora zabronione.

piątek, 31 stycznia 2014

Sorry Boys, ale czarno-białe ...

25.01.2014


...no właśnie. Jak to często bywa w tym klubie (nazwy nie wymieniam bo jest zakazana w niektórych elbląskich kręgach), kilka osób na koncercie się pojawiło. A że muzycznie zapowiadało się zacnie przyszły osoby z towarzystwa, osoby bywające, elbląscy artyści, osoby incognito, znane mniej lub bardziej, kochające inaczej, nie kochające, pijące i niepijące bo dojeżdżające. Przyszło również wiele osób zwyczajnych jak np siostra Marleny czy siostra Heleny. One też się dobrze bawiły.
Tak jak wspomniałem muzycznie miało być dobrze i było. Tu mógłbym się rozpisać jakie to piosenki usłyszeliśmy z jakich albumów i jak brzmiały ale nie będę ściemniał. To potrafią tylko dziennikarze, nie zawsze muzyczni. Ja po prostu posłuchałem i stwierdziłem, że można tego słuchać i nawet gdybym miał budżet na to (nie mam bo zbieram na lustro do toalety), to pewnie płytę bym zakupił i zawalczył o komplet autografów. Co do tych autografów to zawsze mam zagadkę kto gdzie się podpisał i zastanawiam się jak odróżnić oryginalny autograf od podróby. Tym razem nie miałem zagadki, bo "Vulcano" pozostało poza moim zasięgiem. Podsumowując, warto było być.
















Kwestia wyjaśnienia dlaczego postanowiłem zdjęcia pokazać w kolorach czerni i bieli. Otóż atrakcyjnie wyglądające kolorowe światła na scenie, mniej atrakcyjnie wyglądają na zdjęciach. Poniżej mała próbka. Po lewej zdjęcie wykonane przy normalnym świetle, po prawej zdjęcie przy świetle jakie było podczas prawie całego koncertu. Takie jak w Sopockim Spatifie przy wszystkich koncertach. Dlatego czarno-białe wygląda znacznie lepiej. :-)

czwartek, 12 grudnia 2013

HaniMal

Czasami nie ma co komentować, to był wieczór w który muzyka Hanimal wpisała się idealnie...
Sami posłuchajcie...


HANIMAL, link do FLICKR.

PS. Jak zwykle, Elbląg nie zawiódł. W tym mieście trzeba dopłacać żeby ludzie przyszli na koncert. Nawet darmowe wejście nie kusi żeby ruszyć dupę.

niedziela, 8 grudnia 2013

Lekcja wyśmienitej zabawy ... czyli Łąki Łan w Elblągu.

6.12.2013
 


Zacznijmy od początku. Nie było to wydarzenie, na które koniecznie chciałem iść. W pewnym wieku bardziej podobają się już jakieś domowe melodie a nie skoczna i taneczna muzyka. Ale że tydzień obfitował w różne gatunki muzyki i cieplackie melodie rodem spod kołdry były i rozczarowały nie tyle samą tfurczością co zachowaniem głównej pomysłodawczyni, postanowiłem wraz z szanowną małżonką zaszczycić koncert niejakich Łąki Łan.
Co było potem to trudno opisać w kilku zdaniach. Działo się, oj działo. Prawie dwie godziny muzyki i efektów wizualnych na najwyższym poziomie. Dzwięki mniej znane moim uszom i bardziej znane wprawiły w ruch chyba wszystkich, którzy tego dnia znaleźli się na obiekcie. Większość bywalców, szczególnie z pierwszych rzędów wyglądała jak po intensywnych zajęciach sportowych, pot się lał strumieniami. Nie pamiętam takiego konceru, no ale na wszystkich nie byłem. Ale to co było najfajniejsze w tym wszystkim, że był kompletny brak gwiadorzenia. Nikt nie przemykał ukradkiem ze sceny na zaplecze, nie stronił od zdjęć z tubylcami w różnych pozach. A po krótkiej chwili odpoczynku można było z każdym pogadać, pośmiać się i pobawić przy muzyce serwowanej przez Łąki Łanowych DJ'ów. Kur.... no normalni ludzie. A niby z Warszawy na prowincje przyjechali. :-)
Nie wszystko udało mi się uchwycić na zdjęciach ale powiem, że parę kompromatów mam. Masakra. W zasadzie to mam dużo zdjęć i nie wiem jak je pokazać żeby zgrabnie wszystko opowiedzieć co się działo. Może zrobię ze dwie galerie, koncert i to co się działo po koncercie. Jeżeli ktoś nie jest pewny czy chce żeby go pokazać w drugiej galerii proszę pisać ;-) . . Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zawitają do Elbląga. W razie czego proszę o rezerwację biletu. :-)

PS. Ha, Elbląg dał radę. Zarówno podczas konceru, wszyscy bawili się wyśmienicie. Ale i przed koncertem kiedy na spacer z Paprodziadem przyszła tylko ...JEDNA  osoba. Brawo elblążanie, brawo.

 

 

sobota, 30 listopada 2013

TILT

29.11.2013
 

Jeden z jedynych słusznych klubów w Elblągu. W zasadzie nie ma co komentować, klasa, klasa, klasa. Bez wygłupów, świeczek, piżam, super wejścia, gwiazdorstwa. Zestaw utworów na dwa koncerty. Mimo choroby. Na przekór strunom. Dali z siebie wszystko. I widownia taka jak miała być. "Starzy" znajomi. TILT i Tomek Lipiński
Dzięki bardzo...

Przeciętne piżama party

czwartek 28.11.2013


Nie wiem, nie wiem co o tym koncercie napisać. No zagrali, zagrali to co mieli do zagrania i nic więcej. W końcu nic więcej nie nagrali :-). No i było to jakieś...jakieś takie bez ... przekonania. Cały czas miałem wrażenie, że cały zespół jak i muzyka są mało autentyczni. Jakby grali coś czego nie lubią, a graja tylko dla sławy,  w którą już tak bardzo uwierzyli, że dla niektórych osób może to wyglądać prawdziwie. Zbyt duże mniemanie o sobie aż biło blaskiem po oczach od samego wejścia do klubu. Wprowadzono, zakaz robienia zdjęć przez pierwsze 30 minut, zamknięto bar na czas trwania koncertu, wygaszono całe oświetlenie poza sceną, od zaplecza na scenę prowadził ich "ochroniarz" torujący drogę między fanami (jakby tłum chciał dotknąć piżamy), ustawiono specjalny stolik przy którym artyści rozdawali autografy, zdjęcia można było zrobić z zespołem ale dopiero jak rozdadzą autografy...i te pretensjonalne piżamy. No w końcu o czymś trzeba mówić przy okazji ich koncertu, bo muzyka...jednym się podoba innym nie. Ale całość moim zdaniem strasznie ...sztuczna, wymuszona, jak uśmiech kontrabasisty.
Aż zdziwiłem się, że dwie osoby z zespołu zostały po koncercie żeby napić się w spokoju, chyba tylko dlatego, że w pokoju hotelowym nie było telewizora. I za to dzięki Jakubowi (perkusista), wyluzował się trochę po koncercie i dał namówić na kieliszek alkoholu (przy okazji pozdrowienia dla drugiego Jakuba).
Jeżeli koncert można ocenić ilością czasu spędzonego w klubie po koncercie, to chyba był całkiem udany :-)

wtorek, 26 listopada 2013

Zawody wędkarskie

Takie zapomniane zdjęcie...
Zawody wędkarskie na rzece Elbląg. Nie mam pojęcia kto wygrał ale połowy były okazałe.


niedziela, 17 listopada 2013

czwartek, 7 listopada 2013

...to już koniec

7.11.2013
 

Dzisiejszy poranek, głos z portierni.
- Dzień dobry panie Miłoszu. Czy dzisiaj to juz jest koniec?
- Dzień dobry, chyba koniec...

poniedziałek, 4 listopada 2013

Brawo Indios

Październik 2013. Nie rozumiem Kierownika. Każdemu przecież coś czasami "wypadnie", czasami, ale żeby aż tak drastyczne kroki podejmować z biletami? Koniec z przedsprzedażą przedsprzedaży? To już lepiej żeby wprowadził za rezerwację telefoniczną,emailową czy jakąkolwiek inną opłatę stałą + 5 PLN ale żeby tak wprowadzać zakaz rezerwacji, takie posunięcie, od razu? Ehh, no cóż. Z Kierownikiem się nie dyskutuje. Zawsze można mieć ... gorszego :P


Tymczasem koncert Indios Bravos odbył się bez zakłóceń. Jeżeli można oczywiście tak powiedzieć. Zakłócenia były i to duże. Nie dało podejść się pod scenę i zrobić jakiegoś normalnego zdjęcia bez uszczerbku na zdrowiu. Samo przejście tam i z powrotem i człowiek wyglądał jakby po dwóch godzinach ćwiczeń przyszedł w stroju gimnastycznym. Nie doświadczyłem tego, nie zaryzykowałem. A tu jeszcze trzeba było przeciskać się przez tłum rozentuzjazmowanych piszczących w duchu lasek ... Guuutek Guuutek ;-). Omijając wszelkie przeciwności losu, stanąłem sobie grzecznie na samym końcu i zrobiłem kilka kadrów, takich samych, z różnymi grymasami na twarzy wspomnianego wcześniej Gutka i reszty jego ekipy. Niestety nie będzie Wam dane zobaczyć na zdjęciach jakie buty czy nawet spodnie mieli na sobie ( a może nie mieli?), bo tłum zgromadzony przeszkadzał mi, ot tak. Ludzie nie rozumieją czasem że praca fotografa, nawet jak jest czysto hobbystyczna, jest ciężka i czasami trzeba, wspomnianemu fotografowi ułatwić życie i się rozstąpić. Ale nie, można prosić krzyczeć i nic. W d to mam.
Muzycznie, bardzo przyjemnie. I niespodziewanie dla mnie, dosyć długo grali. Ale żebym coś zanucił to niestety nie pamiętam, Konrad mi przeszkadzał, chodził z tym aparatem i udawał że potrafi zdjęcia zrobić. Wszystko przedłużyło się o jedno piwo co miało wpływ na koordynację ruchów. A że czasami trzeba i obiektyw zmienić, przy jednej z prób nieudolność jaka wystąpiła po Specjalu spowodowała upadek szkła jednego z wysokości znacznej, powodując małą niedogodność w używaniu tegoż szkła na przyszłość. Myślę, że jakieś 500 mniej w odsprzedaży. @$%#^%$#*&#@$%.

I tak właśnie się koncert ów zakończył. Ekipa grzecznie wyszła rozdać autografy, zrobili sobie kilka pamiątkowych zdjęć z Tubylcami. Pogadali o niczym i chyba pojechali. Myślę, że tak, że tak. Tak. Mhm. No. Warto było być.

Indios Bravos, secik na Flickr

czwartek, 17 października 2013

Open'er Festival. Towar "żeniony" czy nie?

Tegoroczny Open'er Festival stał pod hałsem podobnym jak poprzednie, "ŻENIONE". Oczywiście mowa nie o kapelach, chociaż niektóre można podciągnąć pod to hasło, szczególnie te których nie słuchałem, mowa o piwie. Jedynym słusznym piwie sprzedawanych na festiwalu, Heinekenie, pomijam skromne ilości nalewaków Desperadosa. Silna grupa krytyków wymienionego piwa, pod wodzą niejakiego Wojtka, na wszelkie sposoby udowadniała, że piwo owo jest żenione. Oczywiście żenione z wodą, nie z innym piwem tudzież alkoholem mocniejszym. Na dowód tego wskazywali na swoje zachowanie, bardzo grzeczne i kulturalne nawet po wypiciu 10 takich piwek. Dla porównania twierdzili, że po mniejszej ilości tego trunku w znanym elbląskim klubie już dawno leżeliby pod stołami.
Grupa "obrońców" Gwiazdy Heinekena, znacznie skromniejsza, związana z piwem nie tylko kubkami smakowymi ale i kontraktami grzecznie twierdziła, że to wina świeżego powietrza oraz ilości jedzenia jakie trafiało z trunkiem wprost do żołądka, nie żenienia piwa. Kilka paneli dyskusyjnych nie przekonało przeciwników. Odbyły się nawet konkursy picia piwa na czas. Niestety, pomimo zwycięstwa w konkursie, nie udało się obrońcom, przekonać do swoich racji silnej grupy napastników.
Jedynym rozwiązaniem jest przeniesienie dyskusji do znanego miejsca na starym mieście w Elblągu. Jednak pod jednym warunkiem, musi być dużo świeżego powietrza, dużo parszywego jedzenia z fastfoodów, jak na Open'erze. ;-).


















PS. Jak to na Open'erze często bywa spotyka się dużo znajomych, bliższych lub dalszych. Tym razem też tak było. Poniżej współautorka przewodnika po ciekawych miejscach. Przewodniki opisują miasteczka trochę większe od Elbląga. U nas miałyby kilka stron mniej. Znana wszystkim jako Magda "Kali" Kalisz.



PS. Kolejna znajoma spotkana na asfalcie niedaleko wodopoju. Misia Furtak czyli piękniejsza część zespołu Tres.b Z kumplami :-)







środa, 16 października 2013

Wesele

Na weselu bywa różnie. Żadne odkrycie. Różni ludzie, różne miejsca, różne zabawy, atrakcje, smaki. Na tym było wszystkiego dużo, a najwięcej jedzenia i napojów. Dwa dni trawienia. Brak oznak zatrucia pokarmowego. Były tańce, znajomi i nieznajomi. Wyrób srebrnopodobny, Rycerze, fontanny, nadgorliwi kelnerzy. Koncert unplugged. Pokaz ogni, tańców brzucha i karaoke pana młodego. I było jeszcze dwóch fotografów, w tym jeden postrzelony.




środa, 9 października 2013

Delegacja

Obowiązkowe wyposażenie w delegacji. Aparat fotograficzny. Niespodziewanie możesz znaleźć się na którymś tam piętrzne wieżowca w rodzimej metropolii, z pięknym widokiem na panoramę miasta. Jak nie masz aparatu, nic nie zdziałasz. A czasami nawet telefon nie pomoże, bo albo służbowy, korporacyjny gniot za złotówkę, albo hipsterska nokia sprzed 10 lat. I co wtedy? Można pożyczyć telefon od pokojówki, na pewno lepszy ma. A właśnie, a propos pań doprowadzających do porządku porozrzucane skarpetki, buty, papiery. Ciekawe co sobie pomyslały układając misia na poduszce?